wtorek, 22 stycznia 2013

46.


♫ Lipali - Najgroźniejsze zwierzę świata


Po długich nocach pełnych łez i tabletek Ciastek w końcu wylądował u psychologa. A może tylko tak mu się zdawało?
Psycholog: Możesz usiąść.
Ciastek rozejrzał się po pomieszczeniu poszukując miejsca w którym mógłby usadowić swoje cztery litery. Po dłużej chwili stwierdził, że nie ma co odstawiać przypału i po prostu usiąść na krześle co też uczynił.
Ciastek: Pierwszy raz jestem w takim miejscu. U psychologa. Nie podoba mi się tu. Kiedy koniec?
Psycholog: Dopiero tu weszłaś. Wiem, że to Twoja pierwsza wizyta ale spróbuj się zrelaksować i po prostu uspokoić. Porozmawiamy teraz trochę o Tobie i twoim życiu, chcesz?
Ciasteczko tylko próbowało się uspokoić wbijając paznokcie w swoje uda. Uśmiech Pani psycholog był nie do zniesienia.
Ciastek: Możemy porozmawiać. Co chce Pani wiedzieć? Ile mam lat? Gdzie się uczę? Czy mam psa?
Pani psycholog wyjęła czerwony notatnik i coś w nim zapisała.
Psycholog: Jak się czujesz w swojej rodzinie?
Dziewczyna kiedy tylko usłyszała to pytanie mocniej wbiła paznokcie w swoje uda i po chwili się uśmiechnęła.
Ciastek: W domu? Ze wszystkimi?  Wie Pani, Tate widuje rzadko. Jeżeli raz na dwa miesiące pojawi się w domu to jest dobrze. Z Mamą bywa różnie. Ogólnie jak nie ma Taty to jest naprawdę w porządku i kochana, ale kiedy Tata zawita do domu… krzyczy o byle co i ogólnie nie idzie z nią wytrzymać. Strasznie mnie wtedy wkurza. Ja rozumiem, że nie chce martwić Taty, że chcę pokazać, że trzyma nas krótko i pilnuje, ale bez przesady. Z Młodym się dogaduje. Jasne, kłócimy się i bijemy, ale również razem oglądamy na moim łóżku filmy, gramy w gry i się kryjemy. Jak to z rodzeństwem: jest się z kim pokłócić ale i się pobawić. Mieszka z nami Babcia. Z nią chyba mam najgorszy kontakt. Bywam dla niej chamska, a Ona mimo to mnie kocha. Czasami budzę się z postanowieniem, że będę dla Niej miła i będę jej mówić, że Ją kocham, bo wiem, że kiedyś jej zabraknie, ale.. jakoś tak nie mogę. Nie wiem czemu. Denerwuje mnie czasem. Czym? Ano tym, że kiedy przychodzę do domu po 7 godzinach w beznadziejnej szkole to jej pierwsze pytanie `jesteś głodna?/jak w szkole?`. Ja wiem, że robi to z troski i w głębi duszy naprawdę to doceniam, ale.. kurcze, no. Po prostu odpowiadam z wielkim wkurwem. Wiem, beznadziejna ze mnie wnuczka. Przepraszam. Nie, ja Pani nie będę przepraszać, bo nie mam za co.  Wracając do tematu. Szczerze? Rodzinę mam cudowną, nie powiem. Tylko ja tutaj chyba nie pasuje. Mam wrażenie, że jestem jakaś inna. Niestety muszę wykluczyć opcję, że podmienili mnie w szpitalu, bo jestem strasznie podobna do Ojca. Jak to mówi moja Mama: `Ciastka to byś w sądzie się nie wyparł`.
Ciastek się tylko uśmiechnął i spojrzał na panią psycholog, która właśnie kończyła notatkę w swoim zeszycie. A może to był kalendarz? Może psycholożka miała dzisiaj randkę a Ciasteczko tylko zabierało jej cenny czas?
Psycholog: Masz jakieś wspomnienia związane ze swoją rodziną? Takie, których byś nie chciała zapomnieć?
Ciastek: Jasne, że mam. Nawet mnóstwo! Pamiętam, że kiedy byłam w pierwszej podstawówce, a Tata pracował jeszcze na miejscu to co niedzielę zabierał mnie i Młodego do parku. My jechaliśmy rowerami a On szedł spokojnie i tylko krzyczał, żebyśmy się zatrzymali przed pasami. Mój brat wtedy jeździł jeszcze na czterech kółkach. Te wypady do parku to była taka nasza mała tradycja. Tata mógł poprzedniego wieczoru pić z kumplami nawet do 3 nad ranem, ale w niedzielę i tak by wstał o 8 by iść z nami do parku. To były jeszcze czasy, kiedy z własnej woli wstawałam o 8 rano. Pamiętam też wszystkie wyjazdy z Mamą. Lubiłam z nią jeździć, bo ja ogólnie lubię jeździć samochodem. W zimę, kiedy byłam chora, a Mama nie miała mnie z kim zostawić to pakowała mnie w samochód. Do tego leki, jedzenie i termos z herbatą. Jeździłam z nią w trasy. Nie pamiętam, co robiłam podczas tych 6-8 godzinnych podróżny, ale podejrzewam, że było fajnie. O! Kiedyś przeczytałam nazwę miejscowości `Świniary` i strasznie się z tego śmiałam. Tak, tak to były czasy pierwszej klasy, więc dodatkowo miałam satysfakcję, że sama przeczytałam. Jednak nawet dzisiaj, kiedy pomyślę o nazwie tej miejscowości mam ochotę się głośno roześmiać. Za miłe wspomnienia uważam też wszystkie nasze święta, wypady na sanki czy nad jezioro w upalne dni. Naprawdę było cudownie.
Psycholog: Jesteś teraz w pierwszej klasie liceum. Jaki profil?
Ciastek: Klasa humanistyczna z elementami prawa.
Ciastek odpowiedział dumnie i nawet wypiął pierś do przodu. Faktycznie, marzeniem Ciastka od 5 klasy podstawówki było, aby dostać się do klasy o takim profilu, a potem udać się na prawo. Niestety jej Ojciec zniszczył te marzenia stwierdzając, że nie ma nikogo znajomego, u kogo mogłaby zrobić aplikacje. Do drugiej klasy gimnazjum dziewczyna porzuciła te piękne marzenia, które w ostatniej klasie gimbazy odżyły.
Psycholog: Wiesz… obiło mi się o uszy trochę to co robiłaś w gimnazjum. To co się działo. Chcesz się na ten temat wypowiedzieć?
Ciastek: Gimnazjum? A myślałam, że już nigdy nie będę musiała do tego wracać. Najgorsze trzy lata mojego życia. Gdybym mogła to bym po prostu wszystkie wspomnienia z tej szkoły wymazała, bo są obrzydliwie smutne i straszne. Ogólnie rzec biorąc gimnazjum to czas, kiedy wszyscy po mnie jeździli. Można by rzec, że stałam się kozłem ofiarnym. Może to i moja wina, bo nie zaaklimatyzowałam się w nowej klasie. Może. Sama nie wiem. No, ale kurczę. Przecież nie każdy musi być rozrywkowy, otwarty i cudowny. Nie dałam rady, bałam się tych ludzi. Dodatkowo byłam brzydka i gruba. Hohoho jakby teraz coś się zmieniło. Nieważne. Ogólnie w tamtym okresie dowiedziałam się jacy ludzie potrafią być straszni. Jak potrafią zniszczyć psychikę drugiej osobie. Doprowadzić ją do takiego stanu, że ta codziennie budzi się z nowym pomysłem na samobójstwo. Dowiedziałam się też, że moje „przyjaciółki” nimi nie były. Jasne sam na sam były porządku, ale za plecami… Kiedy się o tym dowiedziałam czułam się tak jakby ktoś wbił mi nóż w plecy albo wyrwał serce. A może jedno i drugie? Wracając do tematu. Chce Pani wiedzieć co się działo w gimnazjum, nie? Wszyscy chcą wiedzieć. Szczerze? Chyba nikomu nie powiedziałam jak było naprawdę. Tego nikt nie wie. Najprościej mówiąc: cała klasa po mnie jeździła, a ja bym zbyt głupia i słaba, aby im pyskować i walnąć porządnie w ryj. Wmawiałam sobie, że im przejdzie. Ale było coraz gorzej. Jeździli po mnie za to, że siedziałam cicho i byłam inna niż oni. Tak właściwie wychowawczyni i rodzice o tym wiedzieli. Nauczycielka zapewniała, że pogada z klasą i że im przejdzie. Któregoś dnia wylali Kubusia do mojej torby z książkami. To było tydzień przed moimi urodzinami. Tego samego dnia wyleciałam ze szkoły z łzami. Nie pamiętam dlaczego, pewnie coś mi powiedzieli a ja nie dałam rady. Następnego dnia nie chciałam iść do szkoły i kolejnego też. Wyszło na to, że spędziłam dwa tygodnie w domu. Było dobrze. Spałam do której chciałam i jadłam tosty. W między czasie do szkoły był wzywany psycholog, rozmowy z pedagogiem i przytoczono co grozi za znęcanie się nad innymi.
Dziewczyna ściągnęła martensy próbując się nie rozpłakać. Przetarła oczy, pociągnęła nosem i usiadła po turecku. Pani psycholog uważnie jej się przyglądała, ale chusteczek nie podała.
Psycholog: Naprawdę nic z tym nie robiłaś?             
Ciastek: Mówiłam już. Byłam głupia i bałam się otworzyć buzię. Jednak sama sobie z tym nie radziłam, naprawdę. Przez całą pierwszą klasę gimnazjum się cięłam. Przestałam na okres wakacji, a potem znowu zaczęłam. Już nawet nie pamiętam, kiedy skończyłam. Ćpałam też wszystkie leki jakie znalazłam w szufladach. Pamiętam te 30-40 tabletek na moim biurku i uśmiech przez łzy kiedy je brałam. Chyba miałam nadzieję, że już więcej się nie obudzę. Którejś nocy po zażyciu tych leków strasznie bolał mnie brzuch, wręcz zdychałam. Miałam wrażenie, że to już mój koniec, że umrę. Męczył mnie również fakt, że nie pożegnałam się z rodziną. Tamtej nocy płakałam z bólu i modliłam się żeby nic mi nie było, bo chciałabym paru osobom powiedzieć jak bardzo ich kocham. Parę razy też stałam w otwartym oknie na dziesiątym piętrzę. Wiedziałam, że jeżeli skoczę to się zabiję i będę miała już z tym spokój. Jednak jako, że jestem dzieckiem pecha to wiedziałam, że jest możliwość, że przeżyję a do końca życia zostanę inwalidą. Strasznie mnie to wkurzało, że była taka opcja, wie Pani? Do dzisiaj potrafię siebie wyzywać za to, że wtedy się wahałam. Pokazałam jak bardzo jestem słaba. Gdybym była odważna to bym skoczyła. Ale się bałam. Wie Pani co czuje piętnastolatka stojąca na dziesiątym piętrzę i zastanawiająca się czy skoczyć? Wie Pani jak bardzo ta dziewczyna chciała umrzeć?
Psycholożka znowu notowała coś w swoim kalendarzu. Kiedy Ciastek zadawała jej te pytania mrugnęła kilka razy i pokręciła głową, a następnie nią pokiwała. Zdezorientowana dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i wyjęła z kieszeni lizaka, którego rozpakowała i wsadziła do ust.
Psycholog: A ludzie, którzy doprowadzili cię do tego stanu? Co z nimi?
Ciastek: Co `co z nimi?`. Skończyliśmy gimnazjum i tyle. Nie mam ochoty ich więcej widzieć. Czasem spotykam ich na mieście. Wie Pani co wtedy robią? Mówią mi `cześć` jakbym była ich przyjaciółką albo coś, a ja im odpowiadam. Nie powinnam tego robić. Nie wiem czy oni mają sumienie, ale podejrzewam, że tak. Czasem myślę, że kiedy im odpowiadam to oni czują się troszeczkę lepiej, bo myślą, że im wybaczyłam. Ale to nie prawda.
Psycholog: Nie chcesz im wybaczyć? Nie myślisz, że po tym poczujesz się lepiej?
Ciastek: Nie mam ochoty czuć się lepiej. Ja już się oswoiłam z przeszłością. Tylko czasem płaczę albo wyzywam siebie od głupich idiotek. Taki wpływ mają na mnie wspomnienia z  gimnazjum. Szczerze? Nie życzę nikomu tego, przez co ja przeszłam. Uważam, że każda klasa w gimnazjum powinna mieć raz w tygodniu zajęcia z psychologiem. Może by tego nie było? Może ja bym nie robiła takich głupich rzeczy? Może bym nie ryczała po nocy? Może bym nie wyzywała siebie od wstrętnych idiotek? Może bym nie budziła się w nocy z krzykiem?
Psycholog: Może. Ale teraz jesteś w liceum. Jak tam jest?
Ciastek się tylko uśmiechnął zakładając nogę na nogę. Czuł się niekomfortowo, kiedy siedział dłużej w jednej pozycji stąd to jego wiercenie się.
Ciastek: Mam w klasie taką Dziwkę, ale już się do niej przyzwyczaiłam. Do tego mam cudowne przyjaciółki , które mnie wspierają, zawsze. Co prawda nie mówię im wszystkiego i ogólnie jestem zamknięta w sobie. To po gimnazjum. Jednak jestem z siebie dumna, że zdołałam zaufać tylu osobom jednocześnie. Nawet Pani nie wie ile mnie to kosztowało. Strasznie się bałam. Ale udało mi się. Mam przyjaciół. Jestem nawet przewodniczącą klasy. Praktycznie ze wszystkimi się dogaduje i chyba wszyscy mnie lubią. Jest dobrze. Cieszę się, że mam dziewczyny. Bardzo je kocham.
Pani psycholog delikatnie się uśmiechnęła i upiła łyk swojej już zimnej kawy.
Psycholog: Starasz się?
Ciastek położyła dłoń na miejscu w którym ma serce.
Ciastek: Bardzo.
Psycholog: To dobrze. A teraz podwiń rękawy bluzy i nogawki spodni.
Ciastek: Niby po co?
Psycholog: Podwiń.
Dziewczyna niechętnie podwinęła nogawki spodni i rękawy bluzy. Wyciągnęła dłonie w stronę pani psycholog i zawstydzona spuściła wzrok do dołu.
Psycholog: Starasz się a na rękach i nogach same sznyty. Dlaczego?
Ciastek: …
Psycholog: Czujesz się po tym lepiej?
Ciasteczko tylko pokiwało głową i pociągnęła nosem. Cała we łzach.
Psycholog: Nie wyduszę dzisiaj nic z ciebie. Sama nie chcesz mówić. Dobrze się spisałaś. Masz czas w przyszłym tygodniu?


9 komentarzy:

  1. To naprawdę miało miejsce? Ta rozmowa z psychologiem? Jejciu... Jeżeli to naprawdę miało miejsce, to musiało ci być tak bardzo ciężko... Biedactwo... *tulu* Ludzie są wstrętni t.t... Jak mogli ci zrobić taką krzywdę... Chodź, przytulę mocno! Mimo wszystko podziwiam cię, że w liceum dałaś radę... t.t. Buuuu. Chce mi się płakać... Mój biedny, mały ciastku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochany Ciastku!

    Wiem, że to co napisze nie ukoi Twojego wewnętrznego bólu ani nie podniesie Cię jakoś specjalnie na duchu, ale bardzo Ci współczuję tego, co przeżyłaś i przez co przeszłaś w okresie gimnazjum. Dobrze rozumiem Twoją reakcję na to, co Cię spotykało ze strony klasy - bo sama przechodziłam podobny okres w swoim życiu. Wiem jak Ci ciężko. Jak przeszłość odbiła piętno na tym, kim jesteś teraz. Ale jesteś wyjątkowa i zasługujesz na przyjaciół, na dobrych i wspaniałych ludzi wokół siebie. Dlatego cieszę się, że w liceum udało Ci się takich znaleźć. Mam nadzieję, że w Twoim życiu będzie działo się coraz to lepiej. Te wizyty u psychologa...może one coś wniosą do Twojego świata?

    Trzymaj się, kochanie, i nigdy się nie poddawaj. ♥

    P.S.
    Wiesz, tak sobie pomyślałam, że pisanie na gg jest nieporównywalne np. z pisaniem listów czy wysyłaniem kartek, dlatego chciałabym zapytać, czy nie chciałabyś ze mną korespondować? Przemyśl to i daj mi znać przez maila
    (mysza1643@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojejku, powodzenia, na prawdę. Ale na dłuższą metę to może pomóc, takie rozmowy chyba są wyzwalające, chociaż może lepiej byłoby rozmawiać o tym wszystkim z kimś bliższym, a nie z osobą która przejmuje się tobą tylko dlatego, że bierze za to kasę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nienawidzę współczującego uśmiechu psychologów. Wydaje im się, że rozumieją wszystko. A nic nie wiedzą. Na Anioła, jak mnie to wkurza, kiedy robią swoje idiotyczne badania, posługują się książkową wiedzą i robią litościwe miny widzą oznaki zdenerwowania.

    Tylko niektórzy rozumieją potrzeby duszy.

    Dobrze, że to wszystko powiedziałaś. Szkoda, że nie mogę ci pomóc. Jestem tylko kolejną obcą osobą, która stara się troszczyć o wszystkich nic nie wiedząc. Powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :[ :[ :[ Nie znoszę psychologów ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże. Dlaczego ludzie, dobrzy ludzie muszą mieć takie problemy? Im człowiek jest lepszy w głebi ducha, tym więcej cierpienia musi go spotkać. Nie poddawaj się. Nie wiem nic, nie umiem ci pomóc, nie wiem co powiedzieć, chociaż bardzo bym chciała wiedzieć. Pamiętaj, że nikt nie jest w stanie cię uratować, musisz zrobić to sama.

    OdpowiedzUsuń
  7. To co napisałaś to naprawdę o Tobie ? Szczerze ? Trudno mi w to uwierzyć. Odkąd śledzę Twojego bloga widzę trochę pokręconą ale pozytywną osóbkę. Gimnazjum to szajs, powinno się go zlikwidować. Kiedyś 8 lat podstawówki było chyba lepszym rozwiązaniem. Gimnazjum to szkoła w większości wypełniona cwaniakami, czas po szkole to mordobicie, alkohol i ćpanie. Tak ja wspominam swoje, dlatego też chciałam się trzymać od tych ludzi jak najdalej a z wszystkimi tymi osobami chodziłam do klasy.
    Eh.. nie wiem co Ci napisać. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń