niedziela, 29 marca 2015

95.

♫ Zeus - Obcy sufit



Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z twoich ust
Gdy mówię ci, że jestem fanem twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno cię obchodzić to co woli ktoś

Słucham rapsów, jest niedziela i ktoś tutaj przegiął. Chcesz się kochać? Sorry, mam okres do odwołania. 

To, że w piosence na górze jest Zeus nic nie znaczy, jasne? Wcale nie słucham Bisza. Nie. Tak bardzo mój gust muzyczny się zmienia, a osu na telefonie nie chce się uruchomić. Słyszycie mój płacz?
Nie będę dzisiaj pisała o tym, że szkoła, że matura, że mogą mnie nie dopuścić do matury, że mocno nie wiem co zrobić, że ew. Chrzanić to. Życie. Poradzę sobie. Muszę. Bojku. W tym roku szkolnym za dużo zmian, zmienili nam prawie wszystkich nauczycieli od przedmiotów maturalnych, zmienili nam wychowawcę i po prostu... grr! Ale dam radę. Jestem Ciastkiem, nie? A Ciastka zawsze dają radę. 


 Ewentualnie jak nie dam rady to zrobię im takie Hitler party, że się nie pozbierają. Oczywiście żartowałam, ale gdyby ktoś chciał przejść z lewej komory do prawej, bo w lewej będzie za sztywno to nie będzie tak łatwo. Dobra. Koniec. Humanistyczny humor nie jest dla wszystkich, przepraszam. 



Wiecie co? Dzisiaj jest 29 marca. A co to oznacza? CIASTEK JEST JUŻ SIEDEM MIESIĘCY ZE SWOIM CZARKIEM. Tak, caps lock był tutaj konieczny, bo musiałam jakoś wyrazić swoją ekscytację. I co? Kto jest szczęśliwym człowiekiem? Kto będzie wódkę pił aż urwie mu się film? Czy drina będzie gonił drin yeah? Żartowałam, nie pije. Ale tak ogólnie to jestem bardzo szczęśliwa, że jest osoba, która znosi moje zachowanie, bo jednak jestem okropnym ludziem. I fajnie jest się tak do kogoś przytulić czasem (cały czas) i dostać buziaka w czółko (aww). Jestem straszną przylepą.

Zgadnijcie kto mnie zabije za wstawienie tego zdjęcia tutaj? Ale to nic. Kocham.

niedziela, 8 marca 2015

94.

♫ Hozier - Take me to church



Take me to church
I'll worship like a dog at the shrine of your lies
I'll tell you my sins so you can sharpen your knife
Offer me that deathless death
Good God, let me give you my live.

Druga notka w tym miesiącu, zaszalałam. Staniki latają, majtki walają się po ziemi, dziewice piszczą, a ja jestem murzyńską dziwką z jedną nogą i tańczę kankana. Wiecie co? Żartowałam. Nie jestem murzynką. 
Nienawidzę w sobie tego, że jestem taką spierdoliną życiową. Staram się, a i tak wszystkich ranię i wychodzi mi wszystko okropnie. Czasami myślę, że lepiej by było, gdybym się nie starała. Po co mam się starać? I tak mi nie wyjdzie. Wiecie, najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że na całej linii zjebałaś i chcesz przeprosić i powiedzieć, że naprawisz wszystko i że będziesz się starać, ale ta gula w gardle Ci na to nie pozwala. Myślę, że głośny płacz, podczas którego nie można złapać oddechu jest najgorszy. Właśnie wtedy odrobinę widać jak człowiek cierpi i jak jest mu przykro. Tak mi się wydaje, nie wiem, nie znam się. Chciałabym tutaj napisać wszystko co czuje i jak siebie nienawidzę, ale mi to nie wyjdzie. Zdecydowanie łatwiej jest wyzywać siebie w myślach i powtarzać sobie te wszystkie głupoty zasłyszane w szkolnym kiblu na przerwie. Nie umiem napisać jak jest mi źle. Życie ssie. 
Dzień Kobiet... mocno. Byłam na pizzy i jadłam kinder jajko i dostałam Merci. To zdecydowanie najlepsze chwile tego dnia. 
Mam mega fazę na Hoziera.
Doszłam do wniosku, że jakbym była facetem to byłabym gejem. Albo romantykiem. Ta kwestia jest do przeanalizowania. 


Moje nogi, fuuu.

środa, 4 marca 2015

93.

♫ Arctic Monkeys - Do I wanna know? 



We sat and made a list
Of all the things that we had
Down the backs of table tops
Ticket stubs and your diaries
I read them all one day
When loneliness came and you were away
Oh, they told me nothing new
But I love to read the words you use

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie... to tylko ja. Uśmiech, Rękami i nogami bronię się przed maturą, ale maj czai się tuż za rogiem z uśmiechem pedofila. Cieszysz się, bo co? Bo matura? Bo przywalisz mi arkuszem z matematyki prosto w twarz? Maturka taka zabawna, hahaha, nie. 

Nie mam zamiaru pisać o maturze i o tym jak głęboko siedzę w bagnie, bo są o wiele ciekawsze tematy. Zrobię tutaj szybkie streszczenie ostatnich miesięcy. Jestem zakochana. Jestem w cudownym związku. Mam osiemnaście lat. Byłam na koncercie Passengera w Londynie. Ferie spędziłam w Sztokholmie. Byłam na koncercie Eda Sheerana. Mam bilety na sierpniowy koncert Passengera. Mam super botki z HM. Mam własnego laptopa. Mam już prawo jazdy. Tak, tak, mam prawko. Jak to z tym bywa - zostałam rodzinnym taksówkarzem. 
Do szkoły chodzi mi się strasznie ciężko, och bojku... droga do szkoły jakimś dziwnym cudem kończy się w łóżku Czarka (nie, nie, żadne seksy, po prostu sobie śpiochamy). Obiecałam sobie, że w tym tygodniu nie opuszczę żadnej godziny. I co? I mamy środę, a ja byłam na wszystkich lekcjach. Tylko dzisiaj spóźniłam się do szkoły, ale to dlatego, że rano mega padało i było ślisko, a ja miałam zawieźć mojego brata do szkoły. Jeżdżenie 20 km/h wcale nie jest fajne. 
Magiczna sukienka i Grey wychodzą mi bokiem, nie pozdrawiam.
Przeglądając swoje poprzednie notki stwierdzam, że to było śmiechowe i że lekko mi się pisało. Bojku. Chcę znowu tak dobrze pisać i chcę znowu to uwielbiać i znowu chcę umieć sklejać zdania. Pomocy? 
Chyba wrócę do jako-takiego fotografowania, jeszcze nie wiem.
Po maturach jadę ze znajomymi do Pragi. Będzie fajnie.

JESTĘ RATLERKĘ NA STO PRO.