czwartek, 24 sierpnia 2017

119.

♫ Marcelina - Miły mój

Wtedy przytul jak umiesz najmocniej
Wtedy właśnie całuj moje włosy
Kruchy jest mój sen
I powiedz, że zostaniesz całą zimę
I nie puszczaj, kiedy się wyślizgnę
Kruchy jest ten lód

Spokój.
Cisza.
Samotność.
Korzystam, bo pewnie zaraz się to zmieni.
Uwielbiam siedzieć sama w domu, ale to nic nowego.
Ostatnio ciągle ktoś tutaj jest i to jest dobre, ale ja potrzebuje chwili dla siebie. Odpoczywam. Podłącze się do gniazdka i tylko trochę podładuje, dobrze?
Mnie to nie interesuje.
Miałam plan na najbliższe dwa lata, ale najprawdopodobniej nic z tego nie będzie. Ops? Pije zieloną herbatę, mam pelerynę z koca i totalnie nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Skończyłam szkołę dwa lata temu, a dopiero wczoraj ktoś mi uderzył prawdą w twarz. Nie zacznę od września nauki, moim problemem nie będzie sprawdzian i nie będę mogła olać pracy domowej i oglądać anime. Jak to? Kiedy? Dlaczego? Co ja mam ze sobą zrobić? Ucieczka? Okej.
Zrobisz jak uważasz i będzie jak chcesz.
Z tych mniej ciekawszych rzeczy to znowu mam problemy z głową.
Och, a to nowość.
Zupki chińskie, kawiarnie, spacery, cmentarze, czekolady i dłonie. To wszystko sprawia, że sobie nie radzę i jest mi przykro. To przecież takie głupie... Niby wiem, że to miał być żart i ogólnie, ale to okropne. Coś z czym mam największy problem. Jestem okropna.
Kiedy zrozumiem, że nie mam wpływu na przeszłość? Kiedy zrozumiem, że nie mogę być zła na przeszłość w której mnie nie było? Kiedy zrozumiem, że jestem okej? To wszystko jest popieprzone.
It's not love.
Mam herbatkę i świat wcale nie wydaje się lepszy.
Sierpień cierpień.
Jesienna pogoda? Uwielbiam, dziękuje.
Ostatnio słucham dużo dziwnej muzyki i jest mi z tym dobrze.
Powiesiłam dzisiaj firanki i nadrobiłam zaległości, milusio.
Właśnie, sierpień już się kończy i tak bardzo nienawidzę tych wakacji. Znowu siedziałam w domu, nie chodziłam nocą na spacery, nie widziałam spadających gwiazd, nie wlazłam w kałuże i nie widziałam cudownych zachodów słońca. To wszystko jest okropne. Moje lenistwo. Marudzenie. A teraz mam ochotę płakać, bo mogłam przeżyć tyle pięknych chwil.
Powinnam sobie podziękować za samotne spacery na początku lipca, krótki wyjazd i przedłużenie go i za przyjazd pewnej osoby na weekend.
Ten weekend był cudowny, bo miałam wrażenie, że jest jak wtedy. Nocne spacery, siedzenie na fontannie, ludzie, zakupy, wygłupy, przyjaźń i to dziwne uczucie w sercu. Takie dwie noce i dwa dni na sześćdziesiąt... to bardzo zły wynik.
Na litość boską! Przestań żyć przeszłością! Nie da się tak! Do cholery jasnej!
Może znów zacznę ci się podobać.
Może schudnę.
Może herbata mnie zabije.
Prawie zabiła.
Zaraz odpadnie mi twarz.
Zacznij w siebie wierzyć, dobrze?
Oby to się nie rozwaliło.
Niech ktoś mi ustawi laptopa tak, żeby się ładował.
Ustawiłam.
Możesz mnie nie nienawidzić?
Przykro mi z powodu głupot.
Okej.
Jestem gotowa ponieść konsekwencje.
I jestem gotowa, żeby zacząć to naprawiać.
Od teraz.
Wymyślę plan na życie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz